Nazywam się Mateusz Mielnik i witam na mojej stronie!

Na początek wypadałoby abym napisał kilka słów o sobie. Urodziłem się 29 IV 1990r. w Szczecinie. Wraz z kolegami zakładałem w 2006r. organizację polskiej inteligencji patriotycznej, która przyjęła później nazwę "Klub Czerwonej Wieży". Od kwietnia 2012r. mam zaszczyt być Prezesem Klubu Czerwonej Wieży. Mój krótki polityczny życiorys znaleźć można znaleźć na stronie tej organizacji.
Na poniższej stronie znajdą Państwo kilka moich najciekawszych i najważniejszych archiwalnych wpisów z bloga (którego niegdyś prowadziłem), a także artykułów i odnośników na stronie Klubu Czerwonej Wieży. Być może zdarzy mi się jeszcze napisać coś specjalnie z myślą o tej stronie, jednak bardzo w to wątpię.
Dziękuję za odwiedzenie mojej strony i zapraszam ponownie w przyszłości :)

WYBORY NA BIAŁORUSI
(27 XII 2010r.)

Kilka dni temu na Białorusi odbyły się wybory Prezydenckie. Wygrał - co było do przewidzenia - urzędujący Prezydent Aleksander Łukaszenka, zdobywając niemal 80% głosów. Oczywiście jak to zwykle przy okazji wyborów w tym kraju bywa, podniosło się larum, że były one zdaniem opozycji i obserwatorów niedemokratyczne. Oczywiście establishmentowe media nie zająkną się nawet, że twierdzą tak tylko obserwatorzy OBWE, podczas gdy ci z ramienia WNP, jak również niezależni, oceniają elekcję jak najbardziej pozytywnie.
Wybory na Białorusi obserwowali byli m.in. Andrzej Lepper czy Mateusz Piskorski. Nie stwierdzili oni żadnych nieprawidłowości ani podczas głosowania, ani podczas liczenia głosów. Oczywiście polskie media nie zająkną się nad tym nawet słowem, a jeśli już to wyłącznie w inwektywach. Oczywiście politycy także biorą udział w nagonce na Białoruś. Oczywiście czynią to z zawiści, gdyż żaden z tych skompromitowanych pasożytów nie ma szans osiągać takie poparcie jak Łukaszenka.
Znamienny jest fakt, iż jednym z mających czytać (już czytającym) listy "represjonowanych" opozycjonistów jest Leszek Balcerowicz. Jest to wyraźny sygnał, że czynnikom, które kreują ową nagonkę zależy nie na dobru Białorusinów a na penetracji białoruskiego rynku, nawet kosztem zniszczenia tamtejszej gospodarki podobnie jak miało to miejsce w Polsce.

KOCHAJ ALBO RZUĆ
(15 XII 2010r.)

Miałem napisać tę refleksję już wcześniej, jednak nie miałem czasu ani chęci. Telewizja Polska emitowała niedawno (jak przy prawie każdych świętach zresztą) trylogię filmową Sylwestra Chęcińskiego. Tak jak zawsze uważałem pierwsze dwie części (Sami Swoi, Nie ma mocnych) za kultowe, tak trzecią uważałem za kręconą niejako "na siłę". Ostatnio jednak naszła mnie refleksja. Nie wiem czy dobrze rozumiem wizję Pana Chęcińskiego, jednak "Kochaj Albo Rzuć" wydaje mi się być po prostu filmem sentymentalnym, poruszającym problem nieuchronności przemian.
Powiem szczerze, wzruszyłem się na tym filmie wiele razy. Szczególnie zaś w kulminacyjnym punkcie filmu, podczas przemówienia Kazimierza Pawlaka na otwarciu domu Polonii. Scena ta pokazała bowiem dobitnie najważniejszą różnicę pomiędzy mentalnością ludzi wschodu a mentalnością ludzi zachodu, których nawet w obliczu tragedii, jaką była śmierć fundatora owego domu, zajmowali się głównie reklamą swoich produktów.
Niestety, mentalność zachodnia przychodzi pomału i do nas. Niestety, kapitalizm, o którym Kaźmirz Pawlak mówi w którymś momencie "Na szczęście, z bożą pomocą mamy już go za sobą" powrócił. Nie o tym jednak chciałem napisać. Trzecia część tej trylogii ukazuje także stopniowe odchodzenie ludzi od tradycyjnych konserwatywnych wartości. Zaczęło się to już w drugiej części, która miała jednak happy end. Kochaj Albo Rzuć zostawia widza z refleksjami. Proponuję więc oglądając ów film następnym razem podjąć te releksje.